♥

wtorek, 27 maja 2014

Rozdział 9.

'' Hej przyjacielu...
Tak jest lepiej, jest dużo, dużo lepiej.
Tak bardzo się cieszę, że wszystko wraca do normy.
Co prawda kłócimy się z Lou, ale nie są to kłótnie typu ''NIGDY CIE NIE KOCHAŁEM''.
Tak bardzo chcę wymazać te słowa z mojej głowy, ale ON to naprawdę powiedział... powiedział raz - a zabolało jak cholera.
Mimo rozstania pamiętam moje ''sprzeczki'' z Samanthą - pamiętasz? Opowiadałem Ci o Niej kiedyś tam.
Wracając do tematu - to naprawdę nie jest to samo. Za każdym razem kiedy się z Nią kłóciłem czułem do niej nienawiść, i wiedziałem, że to ja ranię ją, a moja pozycja w tym związku jest bezpieczna. I BYŁO TAK. Teraz, kiedy w grę wchodzą relacje moje i Lou - to ja jestem na straconym polu. Bolesne, ale prawdziwe.
Cały czas się staramy... Lou bardziej się angażuje - to naprawdę bardzo widać.
Hazz. ''

- Harry chodź tutaj. - usłyszałem jego wysoki głos i zgodnie podążyłem w stronę salonu. Kiedy dotarłem na miejsce, ujrzałem chłopaka z gitarą. CUDOWNY widok. Poklepał miejsce obok siebie a ja już po chwili je zająłem. Chłopak posłał mi uśmiech i zaczął grać...


Włącz to.

Jeśli nie powiem tego teraz, na pewno się załamie
bo opuszczam tego, którego chciałbym zabrać
Wybacz że cie poganiam, ale pośpiesz się i czekaj
moje serce zaczęło się rozdzielać

Oh, Oh,
bądź moim kochaniem
Ohhhh
Oh, Oh
bądź moim kochaniem
zaopiekuję się Tobą

Tam teraz, ustabilizowana miłość, tak mało ich przychodzi i zostaje
czy nie zostaniesz tym jedynym ktorego kiedykolwiek znałem
Kiedy trace kontrole. miasto wiruje
jesteś  jedynym który wie, ty to zwalniasz

Oh, Oh,
bądź moim kochaniem
Ohhhh
Oh, Oh
bądź moim kochaniem
zaopiekuję się Tobą

jesli kiedykolwiek była jakaś wątpliwość
moja miłość staje się mi przychylna
to najbardziej niezawodnie zarzuty
powiedziałem pewnie

Oh, Oh,
bądź moim kochaniem
Ohhhh
Oh, Oh
bądź moim kochaniem
zaopiekuję się Tobą

To zawsze masz i nigdy nie posiadasz
Zaczynasz czuc sie jak w domu
Co moje jest twoje do zachowania lub odrzucenia
Co moje jest twoje do zrobienia je swoim własnym

Oh, Oh,
bądź moim kochaniem
Ohhhh
Oh, Oh
bądź moim kochaniem
zaopiekuje się Tobą

Jesteś taki piekny dla mnie

To co czułem  w tamtej chwili, nie da się tego opisać. Ciepło które biło od niego i uczucie które pobudzał swoim głosem, wszystko mną targało. Łzy cisnęły mi się do oczu, śpiewał tak pięknie. Kiedy skończył spojrzał mi głęboko w oczy, po czym oblizał wargę i odstawił gitarę na miejsce. 
- Hazz, pamiętasz to co kiedyś Ci powiedziałem?
- Lou, mówiłeś mi tak wiele rzeczy
- Przypomnij sobie, te najważniejsze... Zaraz na początku naszej znajomości. - Skupiłem się i na siłę próbowałem sobie przypomnieć. Najważniejsze słowa które wypowiedział... znałem je. 

- To na pewno nie była Twoja wina, Lou.
- Nie ma pewności i nigdy jej nie będzie.
- Nie możesz się obwiniać.
- A co jeśli zrezygnowała z życia przeze mnie? Nie była w stanie mnie wychować, zabiłem ją?
- Lou... - syknąłem nie dowierzając słowom chłopaka.
- Była taka piękna. - uśmiechnął się pod nosem, kręcąc przecząco głową. - Wiesz co mi powiedziała ? Uświadomiła mi to, czego nie odgadłbym nigdy.
- Co takiego ? - zapytałem zdziwiony.
- Dała mi Ciebie. To ja miałem pilnować Twojej osoby.Nie zauważyłem tego...


- Tak Harry, chodzi mi o to, nad czym teraz myślisz. Moja matka była taka piękna, zawsze robiła wszystko, bym miał najlepiej na świcie.
- Lou, nie musisz...
- Ale chcę Hazz, chcę Cię po raz kolejny przeprosić, za to, że jestem tak wielkim dupkiem i za wszystkie okropne rzeczy które Ci wyrządziłem, powinienem teraz wstać, wyjść i już nigdy więcej nie marnować Twojego życia.
- Lou nie mów tak...
- Dlaczego Harry? Wiem, że robię Ci krzywdę i chcę z tym skończyć, bo tak naprawdę Ty mnie niszczysz, rozpierdalasz moje serce na milion kawałków jednym gestem, bo cholera - kiedy idziemy przez ten pieprzony Londyn i te wszystkie laski gapią się na Ciebie chcę je pobić. - na moje usta powoli wkradał się uśmiech. Słowa które wypowiadał były takie magiczne. - I nie, to nie to, że jestem damskim bokserem czy coś, po prostu mam taką potrzebę, a Ty? Ty nic z tym nie robisz uśmiechasz się do nich i kurwa - przerwałem jego wypowiedź zachłannym pocałunkiem, cholera jego wąskie usta, tak bardzo ich potrzebowałem. Chłopak pogłębiał pocałunek tak szybko, że nie nadążałem odwzajemniać gestu, to w jaki sposób to robi, z tą zachłannością, kochałem to.
- Czyli... teraz będzie lepiej? - zapytał patrząc mi głęboko w oczy.
- Jeżeli tylko mi na to pozwolisz, zrobię wszystko by było Ci tutaj jak najlepiej. - pogładziłem jego policzek, a chłopak kolejny raz mnie pocałował.
- Chcę być powodem Twojego uśmiechu Hazz, już nigdy nie chcę widzieć Twoich łez. - wyszeptał mi wprost do ucha, delikatnie łkając.
- Kocham Cię.

''Drogi -  uhh kiedy skończę z tymi debilnymi zdrobnieniami - Pamiętniku
Chcę podziękować Ci za to, że zawsze mnie wysłuchujesz, w sumie to nie masz
większego wyboru - za to, że w jakiś sposób naprawdę mi pomagasz.
Tak z Lou jest coraz lepiej i cieszę się, że moje życie kolejny raz nabiera sensu.
Louis chce, abyśmy pojechali do jego rodziny, chce mnie przedstawić.
Ogromnie się boję, ale nic nas nie powstrzyma.
Tyle tylko, że mam lepszy pomysł.
Odezwę się wkrótce.
Hazz.''



--------------
Hej skarby! x Dziękuję za 20 komm! <33 JESTEŚCIE EMEJZING <333
haha :* Jak myślicie co Hazz miał na myśli? :O :) biorę się za pisanie kolejnego więc.
30 komm - NEXT? DACIE RADĘ ? :O 

środa, 30 kwietnia 2014

Rozdział 8.

'' To co robisz jest chore i dobrze o tym wiesz... 
Hej przyjacielu, uch tak nazwałem Cię własnie przyjacielem?
Co z tego jeżeli tak jest?
Czy to niezabawne?
Kawałek papieru jest moim jedynym przyjacielem.
Ostatni dzień skończył się przyjemnymi słowami, sprostowaniem sytuacji no i... i seksem.
I to właśnie martwi mnie najbardziej, to nie było  to samo uczucie co zawsze, no własnie.
Poczułem się jak kretyn! Dosłownie...
Poczułem się jakby po prostu mnie wykorzystał!
Kiedy po skończonym stosunku,On po prostu wyszedł.
To wszystko jest takie popieprzone, i co najgorsze robi się coraz bardziej...
Mam chore przeczucie, że kogoś sobie znalazł.
Mam chore przeczucie, że kogoś sobie znalazł.
Muszę z Nim pogadać.
odezwę się jeszcze
Hazz. ''

- Wychodzisz? - zapytałem, patrząc jak brunet zakłada vansy na nogi.
- Jak widzisz. - odpowiada oschle, a ja czuję ból w klatce piersiowej.
- Kiedy wrócisz?
- Nie wiem. - wzrusza ramionami i chce pocałować mnie w policzek, ale odsuwam się. Chłopak śmieje się ironicznie pod nosem i otwiera drzwi.
- Więc teraz tak będzie wyglądała nasza rozmowa? - pytam czując jak łzy cisną mi się do oczu, kiedy myśli o straceniu go przebiegają przez moją głowę.
- O co Ci znowu chodzi?
- O co mi chodzi?! - unoszę się. - Ignorujesz mnie Lou! Cholernie mnie ignorujesz, a przecież wiesz, że mam na Twoim punkcie słabość! Nie mogę patrzeć kiedy wychodzisz i czekać do późna na to byś bezpiecznie wrócił do domu,  kiedy Ty po powrocie wyżywasz się na mnie i wraz z kolejną kłótnią idziesz spać! - mówię na jednym wydechu, a chłopak stoi osłupiały. Przez chwilę rozważa co właśnie powiedziałem, ale szybko się otrząsa. Poprawia grzywkę, nasuwając na nią swoją;  moją siwą czapkę i gapi się na mnie.
- W takim razie nie czekaj. - ponownie wzrusza ramionami i wychodzi... Tak właśnie, zostawia mnie samego, ale ucieczka nie jest tu rozwiązaniem. W raz z dźwiękiem zamykanych drzwi, łzy utrzymywane do tej pory na wodzy wypływają... pozwalam im. Idę do kuchni i nalewam sobie szklankę wody, wypijam. Biorę drugą i tym razem podążam z nią na górę. Wchodzę do naszej sypialni. NASZEJ tak ładnie to brzmi. Wszelkie dobre uczucia bądź  pozostałości po nich ulatują, kiedy w rogu pokoju zauważam zdjęcie Nasze zdjęcie.Wszystkie myśli wracają do wczorajszej kłótni... Tak bardzo chcę się ich pozbyć.

- Gdzie byłeś? - pytam wstając z kanapy, gdy tylko zauważam chłopaka w korytarzu. Nie słyszę odpowiedzi. Podchodzę do niego bliżej a chłopak wpada na szafkę w holu. - O mój Boże Lou Ty jesteś pijany! - wytrzeszczam oczy na widok zalanego chłopaka, przecież On nie pije... Nigdy nie pił. 
- Oj przestań zrzędzić! - karci mnie. Chwilę później już towarzyszą mi przyjaciele... łzy. Łapię go w tali chcąc zaprowadzić do sypialni. Po kilku zmaganiach udaje mi się. Chłopak kładzie się na łóżko i od razu zamka oczy. 
- Dlaczego piłeś? - pytam, czując jak mój płacz się nasila. 
- Przynieś mi wody. - rozkazuje. Posłusznie idę w stronę kuchni by przynieść mu szklankę wody. Kiedy wracam siedzi na łóżku z głową schowaną w dłonie. 
- Proszę. - podaję mu szklankę, a On uśmiecha się. Przeszło mu? Wypija całą zawartość i z całej siły rzuca szklanką w podłogę. 
- Jesteś idiotą Styles. - śmieje się ironicznie i wstaje z łóżka. 
- Pokaleczysz się. - uprzedzam go. Czy to nie dziwne, że miłość mojego życia własnie wyzywa mnie od najgorszych, a ja martwię się tylko o jego zdrowie? 
- Cholernym idiotą. - poprawia się, a ja czuję jak nogi się pode mną uginają. 
- Nie myślisz tak, jesteś pijany. - szczerze w to wierzę. 
- Przestań mnie rozśmieszać! - całe pomieszczenie wypełnia jego wysoki śmiech. - Byłeś mi tylko potrzebny do zabawy - brnie w to dalej, a ja czuję się cały odrętwiały. Łzy nie przestają płynąć, nie mam nad nimi kontroli. - Potrzebowałem Cię do seksu. - mówi i podchodzi do naszego wspólnego zdjęcia po czym patrząc na nie uśmiecha się. - Kiedyś Cię nawet kochałem. - mówi rzucając w moją stronę kolejną obelgę która trafia w moje serce niczym niszcząca kula. - Było minęło. - rzuca zdjęciem o ziemię a Ono roztrzaskuje się na milion kawałeczków, tak samo jak moje serce. 
- Zamknij się. - syczę przez zęby, a On nie zwraca na mnie uwagi. - Gdzie byłeś? - pytam ponownie chcąc przestać myśleć o jego poprzedniej wypowiedzi. 
- Byłem u El. 
- U El? - powtarzam zdziwiony. Kim Ona jest? 
- Taa, u Eleanor. Mówię Ci chodzący sex. - mówi bardzo wyraźnie i powoli, by miał pewność, że naprawdę mnie to zaboli. Trafił. 
- Kim jest Eleanor. 
- Dobrą dupą. Przecież mówię. - znowu się śmieje. 
- Kochasz ją? - pytam ze krztą nadziei, że odpowie negatywnie. Nie  chcę tego usłyszeć. 
- Kocham jej ciało, a teraz błagam daj mi spokój i idź płakać gdzieś indziej. - mówi, ponownie kładąc się na łózko. - Łeb mi pęka. - Tak samo jak moje serce. Nie chcą więcej słyszeć jego obelg opuszczam pokój. Tę noc spędzam na kanapie. 

Podnoszę zdjęcie i przyciskam je do serca. Naprawdę go kocham...
Odkładam je na szafkę i siadam przy fortepianie.

WŁĄCZ TO.

Stoisz naprzeciwko mnie,
Czekam, trudniej mi oddychać
Nagle oślepiają mnie światła
Nigdy nie zauważyłem jak jasne mogą być

Zobaczyłem w kącie fotografię
Bez wątpienia w mojej głowie to jesteś ty
Samotnie leży na twoim łóżku w rozbitym szkle
To łóżko nigdy nie było przeznaczone dla dwojga

Trzymam moje oczy szeroko otwarte
Trzymam moje ramiona szeroko otwarte

Nie pozwól mi
Nie pozwól mi
Nie pozwól mi odejść
Ponieważ mam dość czucia się samotnym 
Nie pozwól mi
Nie pozwól mi odejść
Ponieważ mam dość czucia się samotnym

Obiecuję że pewnego dnia sprowadzę z powrotem gwiazdę
Złapałem jedną i wypaliła mi dziurę w mojej ręce, och
Wydaje się jakby ostatnimi dniami oglądam cię z daleka
Starając się byś zrozumiał
Trzymam moje oczy szeroko otwarte,yeah

Nie pozwól mi
Nie pozwól mi
Nie pozwól mi odejść
Ponieważ mam dość czucia się samotnym
Nie pozwól mi
Nie pozwól mi odejść

Nie pozwól mi
Nie pozwól mi
Nie pozwól mi odejść
Ponieważ mam dość czucia się samotnym

Nie pozwól mi
Nie pozwól mi
Nie pozwól mi odejść
Ponieważ mam dość czucia się samotnym
Nie pozwól mi
Nie pozwól mi
Nie pozwól mi odejść
Ponieważ mam dość spania samotnie

Odstawiam przedmiot w róg pokoju i zakładam na siebie koszulkę Lou. Pachnie tak ładnie. 
Kładę się na łóżku wtulam się w poduszkę, tak bardzo go czuję. 

***
- Harry załóż to. - nakazuje uprzednio całując mnie w usta. 
- A co z Tobą? - pytam patrząc na przedmiot który mi podaje. 
- Będzie dobrze, po prostu go załóż. Muszę się martwić o mojego skarbeczka. - ponownie mnie całuje, a motyle w moim brzuchu robią salta. Zakładam kask, a chłopak odpala motor. Czuję się świetnie przy Nim... Przyciskam swoje ciało do jego, kiedy rozmyślam o Nas. 
- Harry... - mówi na tyle głośno bym mógł go usłyszeć. - Harry.
- Tak? - odzywam się za drugim razem. 
- Kochasz mnie? - nie zwalnia.
- Tak, Lou skąd to pytanie?  Wiesz, że tak.
- Chcę to usłyszeć. - przyciskam się do niego jeszcze bardziej. 
- Kocham Cię Loui, najbardziej na świecie. - nie muszę na niego patrzeć, by wiedzieć, że się uśmiecha. 
- Kocham Cię Hazz, i zawsze będę. - mówi i odwraca się w moją stronę by mnie pocałować. 
- Lou zwolnij ! - nakazuję, kiedy motor przyśpiesza. 
- Zawsze będę Cię kochał Hazz. - mówi,  motor w mgnieniu oka uderza w drzewo przed nami. Patrzę na wykrwawiającego się Lou. 
Nieeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeee.
***
- Nieeeeeeeeeeeee.
- Hazz! Harry obudź się! - otwieram oczy i widzę Lou. Przejeżdżam dłonią przez twarz i wilgotne od potu włosy. 
- To tylko koszmar. - przytula mnie do siebie, ale nie odwzajemniam gestu. Zauważa to. - Coś nie tak? 
- Eleanor nie było w domu? - pytam odsuwając się od niego. 
- To nie tak...
- W takim razie jak? Znowu u niej byłeś! Nienawidzę kiedy mi to robisz! - krzyczę a chłopak przeciera twarz dłońmi. 
- Byłem. - potwierdza. 
- W takim razie nie mamy oczym rozmawiać. - mówię wygrzebując się z łózka. 
- Harry...
- Nie chcę mi się z Tobą gadać Lou. Robisz wszystko bym tylko się rozpłakał, pomaga Ci to?
- Tak byłem u El.
- Słyszałem! 
- Byłem jej tylko powiedzieć... że wybieram Ciebie. 


-----------------------------------------
Przepraszam i tak wiem nie dotrzymuję obietnic, ale szkoła i mnóstwo roboty 
+ Brak weny -,- 
Ten blog jest takim relaksującym nic na przymus, Oni są tacy ufdfgjfdskjgjfdsljklsdjdsklfs
po prostu muszę to widzieć, żeby napisać. 
MAM NADZIEJĘ, ŻE NIE ZAWIODŁAM WAS BARDZO. 
No to 2o komm - NEXT :)
+ miłego długiego weekendu ! ♥ 



 



sobota, 29 marca 2014

Rozdział 7.

'' Pamiętniku,
Jak już zdążyłeś się zorientować, długo bez mojego wyżalania się nie wytrzymałem.
Jestem kompletnie do dupy.
Od jakiegoś czasu, cholernie kłócę się z Lou, nawet nie wiem o co, tak po prostu.
Zaczyna mnie to przerażać, ale widzę, że jego to wogóle nie interesuje.
Wszystko, a konkretnie z wszystkiego potrafi zrobić problem.
Jakie to  wszystko jest popieprzone.
Naprawdę strasznie się boję.
Może On po prostu przestał mnie kochać ? 
Wszystko będzie dobrze, muszę tak myśleć.
Odezwę się niedługo, Hazz. ''

- Hazz, do cholery ! - usłyszałem za sobą krzyki z korytarza. Wzdrygnąłem się na bezlitosne słowa bruneta i delikatnie odwróciłem głowę w jego kierunku.
- Coś nie tak ? - zapytałem patrząc na jego poirytowanie.
- Mówiłem Ci, żebyś trzymał się z daleka od mojego biurka !
- Ja tylko chciałem je trochę ogarnąć. - broniłem się.
- Zginęły mi bardzo ważne papiery ! Harry !
- Przepraszam ! - uniosłem ręce ku górze. - Przecież nie zrobiłem tego celowo !
- Powoli zaczynam tak myśleć. - powiedział nieco zniżonym głosem.
- Co proszę ?! - wstałem z kanapy patrząc na niego z niedowierzaniem.
- Tak właśnie, robisz wszystko, żeby odciągnąć mnie od pracy ! - pokręciłem przecząco głową.
- Nie Lou, to Ty robisz wszystko, żeby praca była ważniejsza niż ja, aż tak Ci zbrzydłem ? - spojrzałem na niego ale nie odpowiedział. - Tak właśnie myślałem. - spuściłem głowę i ironicznie się zaśmiałem. Minąłem go w progu i szedłem korytarzem dopóki mnie nie zatrzymał.
- Gdzie idziesz ? - złapał gwałtownie za mój nadgarstek. Jego kojący dotyk, przerodził się w żywy ból.
- To boli... - syknąłem patrząc w jego oczy przepełnione złością.
- Gdzie idziesz ? - powtórzył zluźniając uścisk. Zacząłem masować obolałe miejsce. Schyliłem się i zacząłem zakładać moje białe Converse. Wziąłem kurtkę z wieszaka i już miałem wychodzić kiedy on ponownie złapał za mój nadgarstek, tym razem sam wyrwałem rękę.
- Gdzie idziesz Styles !? - powtórzył unosząc głos.
- Od kiedy zaczęło interesować Cię moje życie ? - zapytałem ironicznie.
- Od kiedy stałem się jego częścią.

***
- Hej, Santi. - uściskałem brunetkę podchodząc do jednego ze stolików w małej kawiarence. 
- Hazz, wyglądasz strasznie. - zrobiła wielkie oczy i mocno mnie przytuliła. 
- Ugh, dzięki. - zachichotałem. 
- Kiedy Ty ostatnio widziałeś jedzenie ? - spojrzała na moje wychudzone ciało.
- Jakoś tak nigdy konkretnie nie byłem głodny. - spojrzała na mnie z litością wymalowaną na twarzy. 
- A co u Lou ? - posłała mi ciepły uśmiech.
- Szczerze ? - zapytałem, a rozmowę przerwała nam kelnerka. 
- Co podać ? - spojrzała to na mnie, to na na Santi, obdarzając każdego z nas uśmiechem.
- Ja poproszę kawę. - posłałem jej uśmiech.
- I jakiś duży kawałek ciasta dla tego pana. - dopowiedziała brunetka. - A dla mnie herbatę. - spojrzałem na nią z rozbawieniem. 
- Kawałek ciasta razy dwa. - rzuciłem i posyłając blondynce uśmiech, wróciłem do rozmowy z Santi. 
- Szczerze. - rzuciła nagle a ja spojrzałem na nią jak na wariatkę. 
- Słucham ? 
- Chcę szczerej odpowiedzi. - spuściłem głowę i zacząłem bawić się swoimi palcami. - Hazz, możesz mi powiedzieć, nie obiecuję, że zrozumiem i stanę po twojej stronie, ale spróbuję. 
- Bo... od jakiegoś czasu wszystko zaczęło się komplikować. Wszystko. - powtórzyłem. - Kłócimy się praktycznie za każdym razem kiedy ze sobą rozmawiamy i nikt z nas nie chce iść na kompromis, to chyba najgorsze. 
- To wszystko ? - spojrzała na mnie dziwnie. 
- Jest jeszcze praca. - spuściłem głowę. - Czuję, że jest ważniejsza niż ja.
- Harry przesadzasz. - skomentowała szybko. - Związek bez kłótni to nie związek, a po drugie nie możesz wymagać od Lou tylko i wyłącznie tego, że w jego życiu jest miejsce tylko na ciebie. Ono tam jest i to bardzo duże, ale są sprawy ważne jak praca i sprawy ważniejsze jak miłość, i właśnie Ty należysz do tych drugich. - chyba zrozumiałem. Wiedziałem, że to co powiedziała miało sens, tylko jeszcze nie wiedziałem jak użyć tego w życiu. Po niespełna trzydziestu minutach byłem w domu, na dole było ciemno, jedynie w jego pokoju świeciło światło. Otworzyłem delikatnie drzwi i spojrzałem w jego stronę. Pisał coś na laptopie, i sprawdzał jakieś papiery.
- Potrzebujesz czegoś ? - zapytałem z nadzieją, że chociaż na chwilę stanę się dla niego potrzebnym. 
- Spokoju. - odpowiedział oschle. Spojrzałem na niego jak zbity pies. Powiedział to ? Naprawdę to powiedział ? Czułem jak łzy napływają mi do oczu. Odwróciłem się na pięcie i trzasnąłem za sobą drzwiami. Przecież mu kurwa nie pokażę, że jestem tak cholernie słaby. Zszedłem do kuchni i zaparzyłem sobie herbaty, wziąłem ją do pokoju. Upiłem łyk i odstawiłem kubek na szklany stolik. Wziąłem do ręki mój pamiętnik i poszedłem do łazienki. Otworzyłem pamiętnik.

'' Cześć, to znowu ja...
Pewnie masz mnie dość, jak  wszyscy. 
Jestem CHOLERNIE CHOLERNIE CHOLERNIE mocno wkurwiony. 
Nie nie jest lepiej, śmiem twierdzić, że jest gorzej. 
Nic go nie interesuje poza tą pierdoloną pracą. Nic, ani NIKT. 
Może on potrzebuje czasu ? Przerwy ? 
Nie mam pojęcia co mam ze sobą zrobić. 
Jestem tu niepotrzebny... 
I wszyscy to wiemy. '' 

Wziąłem żyletkę i przejechałem nią w okolicach nadgarstka. Nie byłem normalny. Ciąłem się, ale nie tak często, nie miałem powodów. Ostatnie rany zagoiły się jakieś dwa tygodnie temu. Zrobiłem kolejne cięcie i kolejne, aż czułem, że tracę kontakt ze światem. Przymrużyłem oczy i zamknąłem pamiętnik, widząc jak kilka kropel krwi spadło na jego kartki. Usłyszałem pukanie do drzwi. 
- Hazz, otwórz. - przyszedł. Nie odpowiedziałem. - Chcę Cię przeprosić. Szczerze. 
- Idź sobie. - rzuciłem cicho. 
- Harry otwórz drzwi, albo sam je wyważę. 
- Nie chcę. 
- Harry proszę Cię ! - uniósł głos. 
- Zrobisz mi krzywdę ? - nie odpowiedział. Próbowałem podnieść się z podłogi co poskutkowało za trzecim razem. Zaciągnąłem rękaw bluzki na rany i otworzyłem drzwi. 
- Hazz przepraszam Cię... - wydukał cicho, ze spuszczoną głową. 
- Nie przepraszaj. - złapałem za jego podbródek - Po prostu więcej tego nie rób. - po jego policzku spłynęła pojedyncza łza, którą szybko otarłem. Mocno wtulił się w mój tors co ja szybko odwzajemniłem całując go w czubek głowy. Nagle złapał mnie za nadgarstek, chcąc tym samym gdzieś mnie zaprowadzić, ale ja syknąłem z powodu przeszywającego moje ciało bólu. 
- Puść. - zażądałem. Spojrzał na mnie przestraszony i szybko puścił mój nadgarstek. Spojrzał to na mnie, to moją rękę i postanowił podgiąć rękaw mojej bluzy. Przed moimi oczami pojawiła się scenka sprzed kilku miesięcy.

- Hazz , co z Tobą ? - powiedział mierząc mnie tymi cholernie niebieskimi i pociągającymi oczami .
- Przestań tak na mnie mówić ... osłabiasz mnie . - powiedziałem i spróbowałem ustać o własnych siłach . Udało się . I wszystko byłoby rewelacyjnie , gdyby nie ta jego biała koszulka. Chłopak przelotnie spojrzał w lustro a na białym materiale jego T-shirtu widniały czerwone plamy . Moja krew. Tommo spojrzał na mnie przerażonym wzrokiem , po czym podszedł bliżej i podgiął mój rękaw do wysokości łokcia .
- Styles , dlaczego ? - zapytał cały czas niedowierzając .
- Przecież Ci kurwa nie powiem , że z Twojego powodu .


- Dlaczego to robisz ? 
- Wolę zadawać ból sobie, niż innym. - utkwiłem swój wzrok tępo w podłogę. 
- Spójrz na mnie. - powiedział, ale tego nie zrobiłem. - Spójrz na mnie. - powtórzył, i tym razem to zrobiłem.
- Nie chcę, żebyś cierpiał z mojego powodu... nie jestem tego wart. 


---------------
No i tak po koło dwóch miesiącach przerwy pojawia się nowy rozdział . 
Przepraszam za strasznie długą nieobecność. 
Nie będę tłumaczyć się szkołą czy czymś tam, po prostu nie chciało mi się nic pisać. 
Ale teraz OGŁASZAM WSZEM I WOBEC 
ROZDZIAŁY BĘDĄ POJAWIAŁY SIĘ O WIELE CZĘŚCIEJ . 
BO CO TYDZIEŃ. 
Dziękuję za komentarze ! :*:* ♥ 
Bardzo motywują. 
Dacie radę tak z 15 pod następnym rozdziałem ? :) haha ☻♥ 
Kocham Was BARDZO ! :* 









piątek, 7 lutego 2014

Rozdział 6 .

* - wspomnienie .

- Chcę żebyś pojechał ze mną do rodziny . - rzuciłem nagle gdy Harry po porannej kąpieli zawitał w kuchni .
- To nie jest dobry pomysł  . - odpowiedział bez chwili namysłu , wycierając włosy ręcznikiem . Niedokładne ruchy kręconego sprawiały że po jego torsie spływały krople wody . Końcówki jego włosów cały czas był mokre , co przyprawiało mnie o zawał serca .
- Dlaczego ? - zapytałem lekko zażenowany bezmyślną odpowiedzią Harrego .
- Bo jestem gejem .
- Wstydzisz się tego ? - nie wierzyłem w to co powiedział .
- To nie tak ... Ja po prostu martwię się o Ciebie .
- W jakim sensie ? - nie rozumiałem .
- Nie chcę , żebyś stracił kontakt z rodzicami przeze mnie . - wydukał cicho i można było usłyszeć , że jego głos się załamuje . Nie lubiłem gdy się czegoś bał , ale z drugiej strony był taki delikatny ... Najlepszy . Chłopak odwrócił się i zniknął za drzwiami kuchni . Udałem się za nim . Siedział w salonie na kanapie udając że czyta gazetę . Jego włosy nie były jeszcze do końca suche w efekcie czego niektóre kosmyki włosów miał proste a inne kręcone . Wyglądał wtedy cholernie słodko .
- Hazz ...
- Nie chce mi się gadać .
- Będziesz uciekał od tego tematu już zawsze ? Tak samo jak z kwestią dzieci ?
- Nie ! - wstał rzucając gazetą na szklany stolik . - Nie chcę niszczyć Twojej pieprznej rodziny z powodu orientacji ! A dzieci nie będziemy mieć nigdy ! Nie chcę żeby miały moje geny które są tak bardzo chore ! - wykrzyczał i wybiegł z pokoju .
- Tylko , że moja rodzina wie , że jestem gejem ! - krzyknąłem za nim głośno - A dzieci  i  tak będziemy mieć ! Czy Ci się to podoba czy nie ! Bo ja chcę syna cholera jasna ! - wkurwiłem się . Każda możliwa cząstka mojego ciała buzowała we mnie . Byłem wściekły . Tak , to była prawda . Wiedzieli , że jestem homo i prawdopodobnie się z tym pogodzili , przynajmniej tak sądzę .

* - Louis kiedy przedstawisz nam swoją dziewczynę ?  - zapytał mój ojciec wkładając do buzi ostatni kęs jedzenia . 
- Wkrótce . - wydukałem i na przymus chciałem zmienić temat . Bo co Oni kurwa chcieli od mojego życia osobistego ? 
- Zjedź jeszcze wnusiu . - kochana babcia podała mi koszyk ze świeżym pieczywem . 
- Dziękuję . - wziąłem bułkę posyłając starszej kobiecie miły uśmiech . 
- Uprawiałeś już seks ?! - rzucił nagle gdy przełykałem ostatni kęs . Spojrzałem na niego z niedowierzaniem i obrzydzeniem . Teraz jeszcze chciał wiedzieć co robię w łóżku ?! 
Chciałem już coś powiedzieć ale moja mama mnie wyprzedziła . 
- Bob ! - skarciła go spojrzeniem . 
- Wcale nie muszę tego słuchać ! - wstałem z odrazą wymalowaną na twarzy .
- Jesteś gejem nie ? - zapytał bez żadnych zbędnych wstępów . Stałem tam wryty w ziemię . Skąd wiedział ? - Nie zaprzeczył . - teraz zwrócił się do mojej matki , która złapała mnie za rękę w celu uspokojenia . Nie była niczemu winna , to tylko ten palant na przeciwko mnie nie miał w sobie ani grama miłości . - Od zawsze to wiedziałem . Zawsze ubierałeś się jak pedałek . Kolorowe spodnie , paski i tenisówki . Stój dla dziewczyny . 
- Zamknij się ! - wysyczałem przez zęby . - Przepraszam , że nigdy nie byłem i nigdy nie będę Twoim idealnym synkiem , ale pogódź się z tym ! Też nigdy nie byłeś perfekcyjny więc odwal się ode mnie . Tak jestem homoseksualny i dobrze mi z tym i nie zmienię się ! Bo taki jestem i taki będę już zawsze . I może gdybyś kiedykolwiek dał mi jakiś przykład byłbym inny , ale Ty całe życie patrzyłeś tylko na siebie i tylko Ty zawsze byłeś w centrum uwagi ! Więc teraz nie udawaj że przejmujesz się moim życiem ! Bo nie mam zamiaru , żebyś brał w nim udział ! - wykrzyczałem i zabierając z krzesła swoją jeansową kurtkę wybiegłem z domu . Wyjąłem kluczyki i otworzyłem samochód . Chciałem uciec gdy coś mnie zatrzymało . Ktoś . 
- Mamo naprawdę nie musisz go usprawiedliwiać . To zwykł dupek . - przytuliła mnie .
- Przykro mi , że masz takie zdanie o ojcu , ale wiedź , że we mnie będziesz miał zawsze wsparcie . I szanuję Twoja orientację . Bo synku - objęła moją twarz w dłonie - Jesteś mój , bez względu jaki jesteś . - przytuliłem ją i pocałowałem w czoło . Była wspaniałą kobietą . Całe życie mnie wspierała i rozumiała . 
- Ale na wnuki będę czekać ... - uśmiechnęła się - Gdy tylko będziecie gotowi . - ostatni raz ją przytuliłem i wsiadając do samochodu odjechałem do domu . Było mi przykro , że wtedy stchórzyłem i nie wziąłem ze sobą Harrego , no ale przecież , człowiek uczy się na błędach . 

- Jak to wiedzą ? - zapytał po kilku minutach wchodząc wystraszony do pokoju .
- Normalnie . - odburknąłem , teraz to ja nie miałem ochoty na rozmowę .
- Tak czy inaczej , moja mama jeszcze nie wie . Nikt nie wie . - chłopak usiadł na skraju kanapy , a ja przybliżyłem się do niego i mocno go przytuliłem .
- Damy radę . - uniosłem jego wzrok na wysokość swojego  . - Razem .
Spojrzał mi głęboko w oczy i uśmiechnął się promiennie ukazując czarujące dołeczki .
- Dziękuję Ci Lou ... - pocałował mnie w czoło . Nienawidziłem tego , ale przez mój wzrost byłem na to skazany . Dzięki Bogu , że byłem w ogóle wyższy niż mama . Tego bym nie przeżył . - I myślałem o dzieciach ... Zgadzam się , ale chcę dziewczynkę . Zawsze chciałem . - uśmiechnąłem się promiennie i ponownie go przytuliłem .
- W przyszłości będziemy mieli mnóstwo dzieci i wspaniały dom . - na samą myśl na mojej twarzy pojawił się uśmiech . - Czasami będziemy się kłócić , ale miłość zwycięża wszystko .
- Kocham Cię Loui . - wydukał patrząc mi prosto w oczy .
- Ja też Cię kocham Harreh ... Ja też Cię kocham .


--------------------------------
Hej Miśki ! ♥ 
PRZEPRASZAMPRZEPRASZAMPRZEPRASZAMPRZEPRASZAMPRZEPRASZAM ! 
rozdział pojawia się po długiej przerwie . 
Nie miałam czasu zbytnio i nie wiedziałam czy jest sens pisać to dalej . 
Nadal nie wiem ... 

poniedziałek, 20 stycznia 2014

Rozdział 5 .

Treść +18 . 

- Hazz , tak bardzo Cię kocham . - wydukał owijając kosmyk moich włosów wokół swojego palca . Wtulony był w mój tors .
- Też Cię kocham skarbie . - odpowiedziałem , a chłopak wstał z mojej klatki piersiowej i spojrzał mi głęboko w oczy , pytając tak jakby o pozwolenie ? Nie odrywając ode mnie wzroku , wpił się w moje usta zachłannie . Odwzajemniłem pocałunek , będąc zaskoczony jego działaniem . Usiadł na mnie okrakiem , obdarowując moje ciało pocałunkami . Zaczynając od szyi , zjeżdżał niżej i niżej , delikatnie poruszając się na moim przyjacielu . Moja męskość najwidoczniej gotowa już była do działania , bo brunet poczuł ją przez materiał bokserek . Spojrzał na mnie i posyłając mi zachęcający uśmiech ściągnął ze mnie bokserki . Nie miał trudno , ponieważ ja zawsze śpię praktycznie nagi . Spojrzałem chłopakowi głęboko w oczy , które teraz przepełnione były '' nadzieją '' ?

Perspektywa Louisa. 

Chciałem mu pokazać jak bardzo go kocham , a oryginalny nie byłem i postawiłem na stosunek . Miałem po prostu ochotę zrobić mu dobrze i czułem , że on nie ma nic przeciwko . Był prawie nagi ... kto nie skorzystał by z takiej okazji ? Na pewno nie ja . Usiadłem okrakiem na loczka , a jego przyjaciel też był już gotowy . Zsunąłem z niego bokserki i biorąc jego męskość do ręki zacząłem go '' rozgrzewać '' ( jprdl , co ja pisze ? O.o ) Włożyłem go do ust , a chłopak był bliski górowania . 
- Lou ... ughh ... mocniej ! Yeaah . - jęczał z rozkoszy . 
- Hazz jesteś taki spięty , rozluźnij się ... 
- Nie mogę , kontrolujesz mnie . 
- Hazz ... - wyszeptałem mu prosto do ucha przy okazji przygryzając jego opłatek . Złożyłem mu namiętny
pocałunek wpijając się w usta bez opamiętania . Odwzajemnił bez słów sprzeciwu . 
Usiadłem na niego , a on wszedł we mnie . Poruszałem się w nim delikatnie , początkowo odczuwając ból , co po chwili ustało . Chłopak bliski był zenitu . 
- Lou ! - krzyknął i przyciągnął mnie do siebie , tak , że teraz patrzyłem mu prosto w oczy. - Prawie doszłem- wydyszał mi prosto w usta , całując je . 
- Zrób to ... dla mnie Curly . - chłopak posłusznie skinął głową pozwalając mi dokończyć moją działkę . 
Wróciłem do poprzedniej pozycji , ponownie spełniając loczka . Jego twarz promieniowała , był taki delikatny . Gdy doszedł poczułem w sobie jego soki , chłopak wygiął się pode mną , właśnie odnajdując własną definicję rozkoszy . Zmęczony opadłem obok niego , mocno wtulając się w jego klatkę piersiową . 
- Podobało Ci się ? - zapytałem łapiąc , głęboki oddech . 
- To jest pytanie retoryczne ? - zachichotał całując mnie w czubek głowy . 
- Myślisz , że to normalne ? 
- Hahaha , skarbie . - zaśmiał się . - Jeszcze nic w moim życiu nie było normalne . 
- A dzieci ? Co o tym myślisz ? - spojrzał na mnie pytająco .
- To są właśnie wady ... nie umiałbym mu odpowiedzieć gdyby zapytał mnie gdzie jego mama . 
- Ale ... 
- Lou , porozmawiamy o tym kiedy indziej . 
- Dobrze . - zamilkłem na chwilę . - A kochasz mnie jeszcze ? - zapytałem patrząc mu prosto w oczy na co zareagował słodkim uśmiechem . 
- A mam inne wyjście ?  

-------------------------------------
Krotki +18 . XD hahahahha . NIE UMIEM TEGO PISAĆ . Serioo . 
Chcieliście , a ja chciałam dla was dobrze , 
no ale wyszło jak wyszło . 
HAHAHAHAHA . xd
 Nawet Was nie proszę , żebyście to komentowali , ja też zostawię to bez komentarza . XD 
hahahahha ♥
 później będą NORMALNIEJSZE rozdziały . 
Przynajmniej się postaram . XD :O ♥ 


wtorek, 14 stycznia 2014

Rozdział 4 .

- Powstrzymała mnie ... - wydukał cicho patrząc w przestrzeń przed sobą . Siedzieliśmy  w moim '' tajnym miejscu '' . Otuleni wiatrem podziwialiśmy widoki , piękny Londyn . Spojrzałem w stronę chłopaka ale on nie zareagował .
- Kto ? - zapytałem cicho zachrypniętym głosem . Tomlinson spojrzał w moim kierunku posyłając mi delikatny uśmiech .
- Moja mama .
- Nie rozumiem . - powiedziałem to co od razu  przyszło mi na myśl  . Nie znałem historii jego rodziny , ale czułem że będę pierwszą osobą która ją pozna .
- Obiecała , że będzie na mnie czekała . - uśmiechnął się pod nosem bawiąc opuszkami palców . - Wymieniłem z nią zaledwie kilka zdań ... myślałem , że wróci ze mną .
- Lou czy ona ... - nie powinienem pytać . Chłopak nie odpowiedział , nie spojrzał nawet w moją stronę . - Przepraszam , jeżeli nie chcesz ... nie ma problemu . - dokończyłem karcąc  w myślach swoją głupotę .
- Zmarła gdy miałem zaledwie dwa lata . Nie pamiętam jej , jedyne co mi po niej zostało ... to fotografie .
- Ja ... ja nie wiedziałem .
- Nikt nie wiedział . Odeszła ... tak po prostu nie mówiąc mi czy to ja zawiniłem , czy po prostu tak miało być .
- To na pewno nie była Twoja wina , Lou .
- Nie ma pewności i nigdy jej nie będzie .
- Nie możesz się obwiniać .
- A co jeśli zrezygnowała z życia przeze mnie ? Nie była w stanie mnie wychować , zabiłem ją ?
- Lou ... - syknąłem nie dowierzając słowom chłopaka .
- Była taka piękna . - uśmiechnął się pod nosem , kręcąc przecząco głową . - Wiesz co mi powiedziała ? Uświadomiła mi to , czego  nie odgadłbym nigdy .
- Co takiego ? - zapytałem zdziwiony .
- Dała mi Ciebie . To ja miałem pilnować Twojej osoby . Nie zauważyłem tego ... przepraszam .
- Loueh ... - spojrzałem w jego stronę napotykając zaczerwienione oczy - To co się stało ... ja ufam , że Ona była z Tobą zawsze ... naprawdę zawsze .
- To zabawne , powiedziała to samo . Słyszałeś ? - zadał pytanie na które szczerze nie miałem odpowiedzi .
- Czułem to , od kiedy Cię poznałem . - uśmiechnął się . - Tylko teraz jest gorszy problem .
- Jaki ? - teraz to on był zdziwiony .
- Myślisz , że mnie zaakceptuje ?
- Skarbie . - rzucił posyłając mi najpiękniejszy uśmiech jaki kiedykolwiek było mi dane zobaczyć . - Ona już to zrobiła . Prawda jest taka , że już nigdy nie poczuję rodzicielskiej miłości . - spuścił głowę będąc pewny sensu wypowiedzianych wcześniej słów .
- A ojciec  ? Co z ojcem ?
- Nigdy go nie było i już nigdy go nie będzie . - powiedział i przysunął się bliżej wciskając w moje ramiona . Bez słów sprzeciwu odwzajemniłem gest . - Strasznie mi zimno . - rzucił  tuląc się do mnie . Spojrzałem na niego wzrokiem pełnym wdzięczności . Tak byłem mu wdzięczny  , wdzięczny za to , że jest tu i teraz ze mną . Zdjąłem z siebie kurtkę i nałożyłem na wiosenny sweterek bruneta .
- Chodźmy już  do środka . - zaproponowałem zeskakując z poddasza . - Przeziębisz się .
- Harry patrz ! - krzyknął niczym małe dziecko . Szybko odwróciłem się w skazanym przez Lou kierunku . - Spadająca gwiazda !
- Pomyśl życzenie . - odpowiedziałem  cicho  .
- Nie wiem jak Tobie , ale mnie już nic więcej do szczęścia nie potrzeba . - uśmiechnął się i zrobił to samo co ja  , po chwili pojawiając się w moich objęciach . Otuliłem chłopaka swoim ramieniem , kierując się w stronę domu . Poszedłem wziąć prysznic , a Lou robił coś w salonie . Po około 30 minutach kąpieli zszedłem do kuchni zaparzyć dla nas herbatę . Taki nawyk , co więcej chyba zaraziłem tym Louisa , teraz obaj nie zaśniemy bez smaku herbaty przed snem .  Wszedłem do sypialni gdzie już czekał na mnie Lou . Zająłem miejsce obok niego , podając mu kubek z cieczą .
- Dziękuję . - posłał mi przyjemny uśmiech .


You can't go to bed without a cup of tea..
And maybe that's the reason that you talk in your sleep.
And all those conversations are the secrets that I keep
Though it makes no sense to me.

- Od zawsze tolerowałeś związki homoseksualne  ? - zapytał w prost upijając łyk herbaty . 
- Nie wiem , szczerze mówiąc kiedyś byłem normalny . 
- Normalny ? - zaśmiał się kolejny raz upijając zawartość białego kubka . 
- Przynajmniej tak mi się wydaje . -  odwzajemniłem  , na co on zmarszczył nosek . 
Gdy skończyliśmy spożywać napój położyłem się wygodnie  , a Lou już po kilku sekundach był wtulony w mój nagi tors . Nie minęło dziesięć minut , a brunet już słodko spał . Ja nie mogłem ... za dużo pytań męczących mnie od środka , co gorsze na żadne z nich nie znałem odpowiedzi . Ostrożnie wymsknąłem się z łóżka kierując się w stronę szafki od biurka w której spoczywał mój pamiętnik , nietknięty od kilku dni . 

'' Cześć ... 
Nie odzywałem się do Ciebie długo .
Problemy ? 
Nie nazwał bym GO problem , To chyba najgorsze określenie jego osoby . 
Mam wrażenie , że przestajesz być mi potrzebny , czy to nie dziwne ? 
Czułem że jestem od Ciebie uzależniony , ale znalazłem inny narkotyk . 
Lou ... mój własny nałóg . 
Jeszcze kiedyś wpadnę , ale teraz będzie to o wiele wiele rzadziej . 
Tylko nie tęsknij ... 
Hazz '' - ledwo zakończyłem pisać swoje imię a usłyszałem jego zabawny i zaspany głos .
- Hazz , gdzie Ty jesteś ? - podniósł się leniwie na rękach by kilka sekund później upaść na poduszkę .
- Już idę skarbie . - uśmiechnąłem się i odkładając pamiętnik na swoje miejsce wróciłem do łóżka . 


-------------------------------------
No hej ! ♥ na początku chcę 
WAM BARDZO podziękować za 20 :O komm <333 Kocham Was ♥ 
+ 
Chcę podziękować za szczerą opinię i bezsensowny rozdział . Dodałam go , bo było mi głupio , że Was zaniedbuję , ale w ferie nadrobię ! OBIECUJĘ . Wracając do rozdziału pewnie będziecie zawiedzeni 
< tak samo jak ja > tymi dialogami :O ale musiałam . XD dobra waham się , bo nie wiem 
CHCECIE +18 ? z Larrym ? ♥ 
hahahahhahaha <33 czekam na waszą odpowiedź . XD ♥ 



czwartek, 2 stycznia 2014

Rozdział 3 .

- Bardzo mi przykro , ale on ... - nie pozwoliłem mu dokończyć tej okropnej wypowiedzi . Bez słowa sprzeciwu wparowałem na salę intensywnej terapii , na której znajdował się Lou . Jedna z pielęgniarek próbowała mnie odciągnąć i wypchnąć z sali , ale byłem silniejszy . W całym pomieszczeniu gościł pisk z monitora który sygnalizował zgon ...
- Louis ! Lou ... - podbiegłem do łóżka i łapiąc za rękę opadłem ... bezsilność  . - Loui kochanie , błagam Cię nie zostawiaj mnie ! Lou błagam ! - krzyczałem , błagałem , nic.
- Proszę dać odejść pacjentowi w spokoju ! - jakie ODEJŚĆ ? Pojebało Cię ? Wstałem szybko z pozycji klęczącej i łapiąc bruneta za ramiona zacząłem nim szarpać .
- Lou ! Wiem , że mnie słyszysz ! Błagam ... błagam Cię wróć do mnie ! - łzy kapały mi po policzkach w wyniku czego na ciele Louiego  pojawiały się mokre kropelki.
- Dość tego proszę wyjść ! - krzyczała ... nie reagowałem ...

***

- Louis ... Lou skarbie .
- Mama ? Mamo gdzie jesteś ?! 
- Tu gdzie zawsze skarbie ... przy Tobie . 
- Tak bardzo tęskniłem , za Tobą za Twoim głosem . 
- Wiem Loui , wiem ... byłam przy Tobie i tak będzie już zawsze . 
Zobaczyłem ją , stała oświetlona na samym szczycie czegoś wysokiego ... Góry ? 
- Skarbie  , musisz wrócić . Ten chłopiec ... Hazz . - powiedziała i zaśmiała się . - On Cię potrzebuje . Bardziej niż ktokolwiek inny . 
- Mamo , ale ja ... - zrobiłem krok w przód . 
- Lou nie zbliżaj się . Nie idź w stronę światła . Ja Ci pomogę ... Dasz sobie pomóc ? 
- Gdzie ja jestem ? 
- Pomiędzy niebem , a piekłem Louis ... Musisz walczyć . Dostałeś szansę , szansę od Boga . Jedną na milion .
- Co to znaczy ? 
- TY nie wybierasz pomiędzy niebem a piekłem ... wybierasz pomiędzy niebem a ziemią . 
- Dlaczego Ja ? 
- Bo zagrażasz nie tylko swojemu życiu , jeżeli Ty umrzesz , ten chłopiec też . 
- Co mogę zrobić ? 
- Musisz walczyć skarbie ... musisz walczyć same ze sobą ... sam ze sobą ... ze sobą ... - jej głos zaczął rozmywać się jak bańka mydlana ... nie widziałem jej , jedynie ostatnie słowa jej wypowiedzi krążyły po mojej głowie . MUSZĘ WALCZYĆ , DLA NIEGO . Nagle poczułem ukłucie , ktoś zaczął mną potrząsać , paraliż ogarnął moje ciało ... Zaczynałem czuć .
ŻEGNAJ MAMO ... JESZCZE TU WRÓCĘ . 

***

Pikanie monitora ... Cholera fale oznajmiające polepszenie stanu wróciły . 
- To niemożliwe ... - skomentował to prawie natychmiastowo lekarz . - To jakiś cud ! - Szybko podajcie zastrzyk ! Tlenu trzeba mu dać tlenu ! KOCHAM CIĘ LOUI ... ostatni raz usłyszałem jej głos , a następnym co zobaczyłem była maska zakładana przez jakąś kobietę .
- Mój Anioł ... on wrócił . - nie dowierzałem ... czy ja , czy ja go ożywiłem ?
- Musi pan stąd wyjść ! - rozległ się głos doktora po całej sali .
- Nie .. Nie chcę ! - krzyknąłem ściskając mocniej jego chłodną dłoń .
- Jeśli chce pan , żeby on przeżył proszę stąd wyjść ! - zacząłem powoli puszczać jego dłoń , ale nie udało mi się , ścisnął ją mocno i po chwili puścił .
- Zos ... staaań . - wydukał urywając słowo w połowie .
- Loui skarbie , tak się cieszę , że wróciłeś ... - powiedziałem a chłopak uśmiechając się mdławo zamknął oczy i obrócił głowę w drugą stronę . Poczułem czyjąś dłoń na moim ramieniu .
- Proszę dać mu odpocząć , był bardzo dzielny i silny . - powiedziała posyłając mi uśmiech .
- Walczył dla Nas ...


----------------------
Hej Misie ♥ Dziękuję za 13 komm <33 kochana rodzinka :* 



Szablon by S1K